Gwiazdy Oriona


     „Gwiazdy Oriona” przyjechały do mnie dzięki uprzejmości samego Autora, Aleksandra Sowy, za co bardzo, bardzo dziękuję, bo nie znałam nazwiska, nie mówiło mi absolutnie nic, a książka warta uwagi. Wiem, że będę czekać na kolejne tomy z Emilem Stomporem.

      Jeszcze zanim dotarła do mnie paczka, poczytałam co i jak. Przemówiło do mnie to, że historia jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. To zawsze wrzuca wyobraźnię na wyższe obroty. Mało tego, do tej pory, Autor wydawał swoje powieści na własną rękę! Na plus też jest to, że Pan Aleksander zna od wewnątrz świat policji. Dzięki temu jeszcze bardziej zastanawiamy się co jest prawdą, a co fikcją literacką.

      Książkę czyta się dość szybko, jest napisana w taki sposób, że mimo całej brutalności i mroku, który Autor w nią wepchnął, wręcz się przez nią płynie. Jako początek serii jest genialna. Aż chce się sięgnąć od razu po kolejny tom, poczytać czy Emil faktycznie będzie dobrym policjantem z idealistycznym podejściem, czy jednak ulegnie układom i politycznym zagrywkom.
Smaczku według mnie nadaje też język, jakim pisana jest ta powieść. W końcu wiemy, że w naszym kraju używa się wręcz jako przecinki wulgaryzmów, ale w tym przypadku jest to uzasadnione. Takie środowisko i takie ciężkie sytuacje. A jednak, możemy się przekonać, że policjant też człowiek i trafi się ten dobry i ten zły, ale niejeden się otrząśnie kiedy zdarzy się coś złego. Zwłaszcza wtedy, kiedy nagminnie zamykano i skazywano nie tego człowieka co trzeba. To straszne, jak łatwo było trafić do więzienia. W zasadzie, upraszczając, wystarczyło mieć zły numer buta. Smutne. Ale chyba gorsze było to, że nazywano policję mafią. Czy czasy się zmieniły? Ciekawa jestem czy jakiś kandydat na policjanta trzy razy by się zastanowił po przeczytaniu tej książki, czy to jest faktycznie to, co chce w życiu robić? Chyba jednak takie teksty dają do myślenia. Trzeba się zastanowić też czy czasy się zmieniły? Czy policja się zmieniła?

      Poczytajcie sami, bo warto. Jest mrocznie, brutalnie a „aromat” śląska powoduje, że dreszcze po plecach biegną a upału się nie czuje, bo historia mrozi krew w żyłach.

      Jeśli chodzi o „gwiazdki”… 9/10. I nie, to nie te rude gwiazdki, nie kolekcjonuję ich, rzucam je Autorowi na zachętę do pisania kolejnego tomu. Świetny pomysł na motyw, naprawdę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz